wtorek, 25 grudnia 2007

BŁOGOSŁAWIONYCH!

Tja. No i poświętowaliśmy. Jak dla mnie wystarczy. Najchętniej wróciłbym do pracy, zamknął się pośród sterty papierów i pracowałbym nad procedurą do czternastu tysięcy euro. A tak jeszcze dzień bezsensownego siedzenia w domu, słuchania po raz siedemnasty z rzędu wersji wheel of fortune 2007. Trzeba być jednak mężczyzną i przetrwać święta do końca. Z godnością - jak powiedziała mi pewna pani podczas składania sobie życzeń w robocie...

Dostałem kilka prezentów. Portfel od wiejskiej z groszem na szczęście. Gumki do auta. Również od wiejskiej, bo te które tam były jakby nieco zużyte się jej wydały. A do tego irysy. Pani wiejskiej chciała sprzedać papierosy, bo kto przy zdrowych zmysłach takie durne cukierki kupuje. Tylko jednego wiejska zapomniała - igieł. Oj chyba szykuje coś na urodziny, bo nigdy się jej to nie zdarzyło. Ode mnie pewube dostała pejczyk, książkę o niej i dla niej, a poza tym dwie puszki piwa, paczkę kardamonu, paczkę cynamonu, imbir, goździki, miód i sok malinowy. I żeby nie było - dwa kubki kamionkowe. Mam nadzieję, że się kapnie, że zaproszenia na grzańca oczekuję...

Alkohol doprowadzi mnie do zguby. Jeden pan się wydawał nieco interesujący, ale jak tylko się dowiedział, ze się mega-alkoholizuję, to dał sobie na wstrzymanie. Ale co zrobić, gdy pod choinką znajduje się czerwone wino, wermuta i żubruffkę w żubranku. I to jeszcze jaką żubruffkę - bez soku... Czas się zebrać w sobie i głośno powiedzieć - lepiej być znanym pijakiem niż anonimowy alkoholikiem! Niech żyją święta! A jutro moż napiszę coś o dwóch panach, którzy się wydawali nieco fajni, a okazali się tylko pedałami. Bosko...

0 - komentarze: