sobota, 22 grudnia 2007

Świąteczna przerwa mnie przeraża. Jak nic pięć dni siedzenia w domu. Nienawidzę takiej bezsensownej bezczynności, która spleciona w warkocz z rodzinną atmosferą staje się nieznaszalna. Bosko. Tak czy inaczej trzeba będzie to przeżyć. Ale czy wyjdę z tego żywy? Nie dam sobie głowy uciąć... Potem dwa dni i powrót do królestwa celulozy, by udać się na kolejne świętowanie - tymczasem nowego roku. no i wczesniej trauma... sylwester... Całe szczęście, że w tym roku jestem w pracy. Przynajmniej nie będę się musiał tłumaczyć co z kim, kiedy, gdzie i jak... Ale jeszcze jedno, bo by mi umknęło - merry christmas & happy new year bejbs :)

1 - komentarze:

Anonimowy pisze...

hej Warrior!! no to witaj w klubie swiateczno-noworocznych malkontentow/kontestatorow. Ja tez obumieram wewnetrznie, na Sylwestra zapisalam sie na nadgodziny - cos ze mna nie tak, od kiedy pamietam - zjazd, totalny zjazd. A najgorzej, jak zaczynaja puszczac te piosenke M. Carrey. Albo Wham. Rzyg!
trzymaj sie dzielnie jezde z Toba
x x
schron