Życie to gra. A właściwie handel barterowy. Gra, w której nie chodzi o wygraną, ale genialnie dokonaną transakcję. Coś za coś. Nieustanne pasmo zawierania kompromisów. Niby coś masz, ale oddajesz, żeby mieć co innego, bo niby bardzo chcesz to mieć, a tak naprawdę w ogóle tego nie chcesz. Albo chcesz, ale w głębi duszy wolałbyś coś innego. A jak już masz to jest całkiem ok pod warunkiem, że nie masz mozliwości by wgłębić się wto, że nie jest okay. Tak czy inaczej życie to pasmo niekończących się niespodzianek. I to takich na miarę jajek niespodzianek - kupujesz jajko, w głębi serca chcesz malowaną ręcznie figurkę, a dostajesz układankę pszczołę, której każdy pasek to akwarelowa farba. No i są jeszcze skrzydła. Tak. Skrzydła. Cienkie niczym firanka, kiczowate niczym cerata, przydatne niczym łechtaczka. Ale są. I co teraz z nimi zrobić? Może najlepiej by było, gdyby zlepić je warstwą miodu, który przypadkowo kupiliśmy do grzańca. Albo wręcz przeciwnie rozpostrzeć i wznieść się wysoko, byleby nie zahaczyć o wroga ikara, a przyjaciela ludzkości zarazem. To jest ten oto problem, który trapi ludzkie serce póki nie zajmie się nim izaak. O ile się zajmie nim izaak. Czy jednak się nim zajmie? Nie ma mowy. I to właśnie jest problem, a nie to jak finansowany jest pekaes...
Dziwowałem się światu niczym marceli szpak, gdy skonstatowałem, że jeszcze parę par oczu śledzi moje tu pisanie. Tym bardziej chciałbym odpowiedzieć na komentarze, które zostały tutaj pozostawione niczym pranie na słońcu z reklamy chajzera. Aż się wybielą, wyblakną i bóg wie co jeszcze... Sajlent urzędniczko kochana, przytulam cię wirtualnie niczym własny zszywacz do serca. Kto wie czy czasem zszywki nie wyskoczą niczym w scenie z hostelu piętnaście... Abi perło, możesz łechtać się w moszne ile wlezie. Nie jestem jak pies ogrodnika... Mgnienios ciastkowy! Prawie, prawie... zobaczysz co będzie w 2008, bo moje noworoczne postanowienie to wiesz jakie jest... Ajsi - wakacyjny prawie romansie, nie nadajesz się na asystentkę, bo patrząc na ciebie wisiałby mi język po pępek, a praca leżałaby odłogiem niczym polska gospodarka...
A tak w ogóle, to tzw. wyższe urzędnicze sfery to syf. W co ja się w ogóle dałem wpakować?
5 - komentarze:
żebyś się nie zdziwił tylko... :P
pierwszy akapit był bardzo filozoficzny, aż sie przestraszyłam czy się nie pogubię w myśleniu, bo pora juz późna :)a drugi akapit to już w ogóle cukrzenie :)przytulam mocniuchno Warriorku :)
teraz mi to mówisz? a ja już rzuciłem pracę i spakowałem się, pff :/ ;)
A co do pierwszej częsci to bywa tak czasem, że wydaje nam się, że chcemy coś, dostajemy jednak coś innego i co dziwne okazuje się, że właśnie to co dostaliśmy okazuje się o wiele lepsze niż to co chcieliśmy na początku :P
wyscig szczurow na gminnym szczeblu - w to sie wpakowales ;)
jako osobista asystentka, moglabym dla ciebie kupowac koszule, a na urzednicza wigilie dostawalbys co roku... spinki do nich :))
no jak to kurna, ja Cie czytam niezmiennie, tylko troche czasu musze stracic za kazdym razem na ponowne odnalezienie Szanownego Pana, co jest jak znikajacy punkt. Erwus zazwyczaj jest zawsze pierwszy... ;-) bo wiadomo, Wy wszyscy to zawsze sie razem trzymacie, biedna Abi trzymacie odlogiem. bo wiadomo - moszny nie ma przeca... ;-)
x x
schron / Abi
Prześlij komentarz